6 listopada 2025 roku polski hip-hop stracił jednego ze swoich fundamentów. Rafał Poniedzielski, znany jako Pono, zmarł w wieku 49 lat. Lakoniczny wpis ZIP Składu – „Żegnaj Bracie! Pono 1976-2025” – zamknął pewną epokę. Epokę prawdziwego, ulicznego rapu, który nie przepraszał za swoje korzenie.
Sokół, przyjaciel i brat sceniczny, napisał: „Dzisiaj umarł mój przyjaciel, człowiek z którym zacząłem nagrywać rap, legenda i indywidualista. Szalenie zdolny, jeszcze bardziej uparty. Kocham Cię bracie. Pono, do zobaczenia kiedyś”.
Te słowa – „szalenie zdolny, jeszcze bardziej uparty” – idealnie oddają istotę Pono. Jego twórczość wyróżniała się szczerością, charyzmą i charakterystycznym głosem – rozpoznawalnym od pierwszych sekund.
Pono rozpoczął działalność w 1996 roku w duecie TPWC z Sokołem, rok później współtworzył ZIP Skład, a w 1999 założył z Korasem i Fu grupę Zipera. W 2002 roku wydał swój debiut solowy „Hołd”, który stał się manifestem warszawskiego rapu.
Z tego albumu pochodził utwór, który dziś brzmi jak przepowiednia – „Nieśmiertelna nawijka ZIP Składowa”. W refrenie Pono rapował o tym, co po nim zostanie. Pisarz Jakub Żulczyk zacytował te słowa: „To co po mnie zostanie, to te słowa”. I rzeczywiście – słowa Pono przetrwały.
W tym kultowym numerze z Korasem mówił o istocie rapu i życia. Rapował o drodze artysty, o tym że życie jest bezwzględne i nie lituje się nad nikim, że ważne są wyniki. Powtarzał mantrę o tym, że kawałki, które powstają, przetrwają i pozostaną nieśmiertelne. Przestrzegał młodsze pokolenie – „uważaj co mówisz, bo dzieciak słucha, to dla niego droga ma być a nie muka”. Przekonywał, że Bóg dał hip-hop, by nas zjednoczyć i otworzyć oczy.
Twórczość Pono była manifestem warszawskiej ulicy, ale też głęboką refleksją nad życiem, śmiercią i pamięcią. Jego teksty łączyły twardość betonu z filozoficzną wrażliwością.
„Nieśmiertelna nawijka ZIP Składowa” – to był jego testament. Pono rapował o tym, że słowa przetrwają, że hip-hop ma wychowywać kolejne pokolenia. Przestrzegał młodych, że życie jest bezwzględne i nie lituje się nad nikim. Podkreślał wagę wyników, konsekwencji działań. Mówił, że droga ma być nauką, a nie męką. To był manifest nie tylko artysty, ale człowieka, który rozumiał, że zostawia coś więcej niż tylko muzykę.
„Hołd” – tytułowy utwór z debiutanckiego albumu był poruszającym listem do zmarłego ojca. Pono rapował o pamięci, o tym, że w rodzinie nikt nie ginie, że trzeba kontynuować linię przodków. Mówił o nieśmiertelności płyty winylowej, która może ożywić zmarłych. To była pieśń o sztuce przetrwania i o tym, jak hip-hop może być formą wiecznego życia.
„Osaczony” – brutalny obraz życia na granicy. Pono opisywał dni, kiedy nic nie wychodzi, kiedy los rujnuje życie. Rapował o ludziach wytrąconych z równowagi, o tych, którzy nie wszyscy sobie radzą, ale wszyscy płacą. Pytał o wolność i o to, jak żyć, gdy nie dają ci żyć. To był głos ulicy bez cenzury.
Oto kilka charakterystycznych zwrotek, które pokazują styl i przekaz Pono:
To co po mnie zostanie, to te słowa
Nieśmiertelna nawijka ZIP Składowa
Niejedno pokolenie wychowa
Bo to dla nas coś znaczy
Życie jest bezwzględne, nie lituje się nad nikim
Ważne są wyniki
Doszedłem do trzeciej płyty
Z tobą Zipy bez wyłamów
Uważaj co mówisz, bo dzieciak słucha
To dla niego droga ma być a nie muka
Pobierana nauka z nagrania
Trzymaj swego zdania
Pamiętaj, w rodzinie nikt nie ginie
Kontynuuj swą linię bez końca na zawsze w imię ojca
Dziada, pradziada, przetrwa twa saga
Nawet gdy los zada ci cios, pomaga ci głos
Są takie dni, gdy nic ci nie wychodzi, chodzisz zły
Próbujesz się pogodzić z tym by wyjść na swoje
Paranoje, też się boję to jest to co człowiek czuje
Gdy mu los życie rujnuje
Każdy chce być wolny, nikt nie chce żyć w niewoli
To go boli, bo on chce żyć
Jak ma żyć jak mu żyć nie dadzą
Nie wszyscy sobie radzą
Niech płyta winylowa go ożywi, dziwi cię to?
Potrafi to tylko prawdziwy hip-hop
I krąg najbliższych w tle
To hołd dla człowieka, który wychowywał mnie
Trzeba żyć śmiało, co się stało, to się nie odstanie
Zostanie to jak znamię po ranie
Jak każde pożegnanie pozostawia lukę
Brać naukę i się nie bać żyć
Bóg dał nam hip-hop by nas zjednoczyć
By otworzyć nam oczy
Dał rym, talent boży
Nowy rozdział w dziejach hip-hopu tworzyć
Słuchaj to i zrozum to, bo warto
Powiedziano twardo, by dotarło do szerszego grona
Słuchaj Kora, posłuchaj Pona
Każdego tego słowa
Pono nie piękił rzeczywistości. Jego teksty były surowym zapisem życia w mieście, gdzie każdy dzień to walka. Ale były też pełne nadziei – że słowa przetrwają, że muzyka jest formą nieśmiertelności, że prawdziwy hip-hop może zjednoczyć i otworzyć oczy.
Kilka lat temu powiedział: „Kolorowo to jest tylko w teledyskach. Raper to taki sam człowiek jak murarz, szklarz, czy informatyk. Ma takie same problemy, takie samo życie, które przeżywa w tym samym mieście”.
Ta szczerość przebijała przez całą jego twórczość. W 2006 roku, wraz z windsurferką Zofią Klepacką, założył Fundację Hej Przygodo, która wspierała utalentowane, potrzebujące dzieci. Za twardym wizerunkiem rapera krył się człowiek niezwykle wrażliwy i lojalny wobec przyjaciół.
Z Sokołem współpracował m.in. w utworach „Poczekalnia dusz” i „W aucie” – ten ostatni stał się ogólnopolskim przebojem. Album TPWC „Teraz pieniądz w cenie” z 2007 roku został wyróżniony złotą płytą.
Do utworu „Żelazna wola” wystąpił bokser Albert Sosnowski – bo Pono zawsze łączył rap ze sportem, ulicą, prawdziwym życiem.
W szkole podstawowej chodził do jednej klasy z Włodim z Molesty Ewenement. Współpracował z DJ 600V, Vieniem, Pele, Fu, White House, Włodim, Hemp Gru, Olsenem, WWO, THS Kliką, Dixon37, Numerem Raz i Pokojem z Widokiem na Wojnę – przez jego muzyczny życiorys przewija się cała historia polskiego hip-hopu.
Dwa dni przed śmiercią opublikował nagranie z wizyty u fizjoterapeuty. Pokazywał zdjęcia z aktorem Markiem Siudymem, któremu życzył dużo zdrowia. Pod koniec października zagrał koncert w Holandii, a 14 listopada miał wystąpić na 120 Rap Fest w Warszawie. Nikt nie spodziewał się, że już tam nie dotrze.
Jongmen ujawnił, że pisał z Pono tuż przed jego śmiercią: „Nie wierzę. Dzisiaj ci wysyłałem bit do numeru z Wilkiem. (…) Jeszcze 3 godziny temu pisałem do Ciebie”.
Fu napisał: „Dziś odszedł ktoś, kogo nie da się zastąpić. Brat, przyjaciel, artysta, który zostawił po sobie córkę, słowa, bit i serce. Twój głos wciąż gra w naszych słuchawkach, a wspomnienia zostaną z nami na zawsze. Zawsze byłeś przy mnie gdy potrzebowałem przyjaciela… Spoczywaj w pokoju, Rafał. Twoja muzyka nigdy nie zamilknie”.
Pono zostawił pięć albumów solowych, niezliczone współprace i teksty, które – jak sam przepowiedział – wychowały całe pokolenia. Jego córka, którą nazywał muzą, może być dumna. Jej ojciec nie tylko rapował o nieśmiertelności swojej nawijki. On ją osiągnął.
Warszawa straciła syna Służewca. Polski hip-hop stracił jednego z fundamentów. Ale słowa Pono zostają. Nieśmiertelne.
Spoczywaj w pokoju, Pono. To co po Tobie zostało, to te słowa.
