W branży muzycznej, która przypomina rozpędzony pociąg towarowy, gdzie pasażerowie (gwiazdy) zmieniają się co stację, a bilet ważny jest maksymalnie przez sezon, duet Oskar i Steez to anomalia. Nie tańczą na TikToku, nie robią dram na Instagramie, rzadko udzielają wywiadów. A mimo to, gdy ogłaszają trasę, bilety znikają w minuty, a ich limitowane dropy ubrań osiągają na rynku wtórnym ceny kolekcjonerskich sneakersów. PRO8L3M to dowód na to, że w polskim rapie istnieje życie po trzydziestce. Co więcej – to życie może być bardziej dochodowe i stylowe niż wieczna młodość.
Rap jest gatunkiem okrutnym dla weteranów. Zazwyczaj masz dwie drogi: albo próbujesz na siłę odmłodzić się, nagrywając z 19-latkami i używając slangu, którego nie rozumiesz (tzw. „fellow kids moment”), albo zamykasz się w oblężonej twierdzy „starej szkoły”, narzekając, że „kiedyś to było”. Oskar i Steez wybrali trzecią drogę. Stworzyli własną ligę. Ligę dżentelmenów po przejściach, dla których rap to nie tylko muzyka, ale kompletna estetyka, filozofia i – nie bójmy się tego słowa – produkt premium.
Sukces PRO8L3Mu to w dużej mierze sukces demografii. To zespół, który dorastał razem ze swoim słuchaczem. Ich fani to dziś w dużej mierze 30- i 40-latkowie. Ludzie, którzy wychowali się na Molestcie i Paktofonice, ale dziś pracują w korporacjach, kancelariach czy branży IT. Mają leasingi, kredyty i… pieniądze.
Ci ludzie nie chcą słuchać o problemach w szkole (bo mają to za sobą), ani o byciu gangusem (bo to ich nie dotyczy). Chcą słuchać o zmęczeniu, o skomplikowanych relacjach, o ucieczce w używki, o technologii i o tym, że świat zmierza w złym kierunku. PRO8L3M daje im to wszystko, zapakowane w futurystyczno-nostalgiczną formę.
Steez, będący muzycznym mózgiem operacji, po mistrzowsku gra na strunie retromanii. Łączy nowoczesne, trapowe bębny z samplami z polskiego popu lat 80. czy muzyki elektronicznej. To działa jak magdalenka Prousta. Słuchacz dostaje coś świeżego, ale jednocześnie podświadomie znajomego. To „bezpieczna innowacja”, idealna dla dojrzałego odbiorcy.
Z kolei Oskar to ewenement liryczny. Nie jest typowym raperem chwalącym się bogactwem wprost. On jest narratorem noir. Jego teksty to scenariusze filmowe, pełne brudu, neonów, szybkich samochodów i kobiet fatalnych. Ale pod tą warstwą „cool factoru” kryje się głęboka melancholia i cynizm.
Oskar nie rapuje o tym, że jest fajnie. On rapuje o tym, że jest pusto. O tym, że mimo pieniędzy i sukcesu, wciąż goni się jakiegoś króliczka, którego nie da się złapać. To rezonuje z pokoleniem millenialsów – pokoleniem, które osiągnęło sukces materialny, ale czuje duchową pustkę. Oskar jest ich głosem. Jest jak Marek Hłasko, tylko zamiast wódki w PRL-owskiej knajpie, pije whisky w hotelu w Tokio w roku 2050.
W świecie, gdzie muzyka stała się towarem jednorazowego użytku (jak plastikowy widelec), PRO8L3M pozycjonuje się jako srebrna zastawa. Wszystko, co robią, jest przemyślane wizualnie. Ich okładki, teledyski, oprawa koncertów („PRO8L3M Art Brut” w postindustrialnych przestrzeniach) – to wszystko krzyczy: JAKOŚĆ.
Unikają nadprodukcji. Nie wydają singli co dwa tygodnie, by zadowolić algorytm Spotify. Wydają albumy koncepcyjne. To buduje aurę niedostępności i ekskluzywności. W dobie nadpodaży bodźców, to właśnie niedostępność staje się największym luksusem. PRO8L3M to antyteza Kizo czy Leosi. Tamci są jak głośny festyn na rynku, PRO8L3M jest jak zamknięta impreza VIP w podziemiach.
Najważniejszą lekcją, jaką daje nam ten duet, jest lekcja godzenia się z czasem. W rapie panuje kult młodości. Oskar i Steez pokazują, że doświadczenie może być atutem. Że nie trzeba udawać nastolatka, by być relevantnym. Można być cynicznym wujem, który widział już wszystko i opowiada o tym z fascynującą obojętnością.
Ich sukces dowodzi, że polski rap dojrzał. Że jest miejsce na rynku nie tylko dla idoli nastolatek, ale też dla artystów tworzących dla dorosłych ludzi. PRO8L3M to rapowa klasa średnia-wyższa. To muzyka, której nie wstydzisz się włączyć w drogim aucie. I choć puryści mogą zarzucać im powtarzalność czy manieryczność, nikt nie może odmówić im jednego: stworzyli unikalny styl, który jest odporny na inflację hype’u.
Gdy za 10 lat kurz po dzisiejszych gwiazdach TikToka opadnie, płyty PRO8L3Mu będą stały na półkach jako klasyki. Bo styl – w przeciwieństwie do mody – nigdy nie przemija.